Teraz czytam...

"Kiedy odszedłeś" Jojo Moyes
"Szeptucha" Katarzyna Berenika Miszczuk

czwartek, 26 września 2013

Tomek w krainie...

   Wczoraj pisałam o książkach Wojciecha Cejrowskiego, a tematyka podróżnicza przypomniała mi o książkach z czasów szkoły podstawowej, którymi zaczytywałam się nie rzadko podczas chorób. Był to cykl powieści o Tomku Wilmowskim autorstwa Alfreda Szklarskiego. Już w dzieciństwie pociągała mnie taka tematyka, a przygody Tomka były tym bardziej fascynujące, że obok fabuły pisarz zamieszczał w tych książkach mnóstwo opisów przyrody, roślin, zwierząt, zwyczajów ludzi żyjących dziko. Poza dobrą zabawą te książki oferowały jeszcze pogłębianie wiedzy geograficznej, przyrodniczej.
   Uwielbiałam Tomka i czytając czułam się jakbym to ja przeżywała te wszystkie wspaniałe i niebezpieczne przygody. A przeżył Tomek wiele, zwiedził niemal wszystkie kontynenty, wędrował po pustyniach, po górach, przedzierał się przez amazońską dżunglę, odkrywał tajemnice faraonów, zaprzyjaźnił się z Apaczami. Byłam zazdrosna o jego miłość do Sally jakby to był realny człowiek, ale równocześnie podziwiałam ich uczucie, wierność i wzajemne oddanie. To była opowieść, która nie musiała się skupiać na infantylnym romansie, aby zainteresować czytelnika, miała w sobie to "coś" co wciągało od pierwszych stron do ostatnich.Akcja cyklu rozpoczyna się w roku 1902 i ciągnie się przez wiele lat, co jakiś czas pojawiają się informacje o Polsce z okresu zaborów, m.in. rosyjskiego, można więc dopatrzeć się historycznego podłoża wędrówek bohaterów po całym świecie, okazuje się, że wielu z nich to uciekinierzy przed prześladowaniami caratu.
Wiele wieczorów spędziłam "z Tomkiem" siedząc sama w domu i czekając na powrót rodziców z pracy, to były wspaniałe chwile podróży po odległych lądach i oceanach. Już nigdy później tak beztrosko nie oddawałam się lekturze jak w czasach podstawówki. Nieodmiennie żałuję, że moja młodzież jakoś opornie podchodzi do czytania.
Tomek w krainie kangurów - Alfred SzklarskiTomek wśród łowców głów - Alfred SzklarskiTomek w tarapatach - Alfred SzklarskiTajemnicza wyprawa Tomka - Alfred SzklarskiTomek na Czarnym Lądzie - Alfred SzklarskiTomek na tropach Yeti - Alfred SzklarskiTomek na wojennej ścieżce - Alfred SzklarskiTomek u źródeł Amazonki - Alfred SzklarskiTomek w Gran Chaco - Alfred SzklarskiTomek w grobowcach faraonów - Alfred Szklarski

wtorek, 24 września 2013

wśród dzikich plemion...

   Dziś post zainspirowany przeczytanym wczoraj na portalu internetowym artykule o Elżbiecie Dzikowskiej. Jeżeli ktoś dorastał w latach '80-tych doskonale pamięta program "Pieprz i wanilia" prowadzony przez Tony'ego Halika i Elżbietę Dzikowską, to taki poprzednik dzisiejszego "Boso przez świat" Cejrowskiego. To ci państwo pokazali nam świat z jego przeróżnymi odcieniami, w ciekawych filmach przybliżali inne, często pierwotne kultury zamieszkujące nasz glob. To był wspaniały, mądry, błyskotliwy i przystępnie tworzony program, do oglądania którego zasiadało się całymi rodzinami.
   W moim domu dziś też jest program, który oglądamy wszyscy: ja, Łojciec i dzieciaki, to właśnie wspomniany "Boso przez świat'. Dzieciaki bardzo lubią programy o zwierzętach, o życiu plemiennym, a także zafascynowane są "Szkołą przetrwania", dlatego u nas często spędzamy wolny czas przy kanałach Animal i Nationale. Oglądamy razem, rozmawiamy o wrażeniach, o innych kulturach, o zwierzętach, o ludziach, którzy to filmują i robią programy dla telewizji. Jest to dla nich tak interesujące, że już kilka razy córka wspomniała, że chce zostać weterynarzem.
Ja też lubię te programy, a na Targach Książki w Krakowie spotkałam pana Wojciecha Cejrowskiego i kupiłam jego książki, w których mi złożył dedykację.To świetne pozycje, napisane barwnym językiem, błyskotliwie, ale z pewną dozą cynizmu i ironii jak to bywa u Cejrowskego, może to przez jego cięty język, brak kulturowych barier tak dobrze się czyta? Książka podana niemal w formie reportażu, niemal dokumentalna, a wciąga już od pierwszej strony, wabią nas przygody niejednokrotnie niebezpieczne, problemy jakie napotyka biały podróżnik podczas zdobywania Ameryki są tak opisane, że doprowadzają do łez ale śmiechu. Autor to doskonały bajarz z olbrzymim darem do opowiadania, robi to tak dobrze, że historię o Indianach, ich życiu, wierzeniach odbieramy jak doskonałą powieść prawie sensacyjną. Dodatkowym atutem książek pana Cejrowskiego jest ich doskonałe wydanie, piękna szata graficzna i bogactwo zdjęć z opisywanych podróży. Polecam zarówno "Rio Anaconda" jak i "Gringo wśród dzikich plemion".
Gringo wśród dzikich plemion - Wojciech Cejrowski Rio Anaconda - Wojciech Cejrowski

poniedziałek, 23 września 2013

dziennik Bridget Jines...

   Wróciłam myślami do Bridget, bo ostatnio mignął mi w telewizji film o niej. Przeczytałam tę książkę po obejrzeniu filmowej adaptacji z Renee Zellweger i Colinem Firthem w rolach głównych. To było chyba moje pierwsze zetknięcie z tymi aktorami i pokochałam ich oboje, wydają mi się doskonale dopasowani do tych ról.
Z filmową Bridget mam chyba coś wspólnego - od lat zmagam się z nadwagą z podobnie mizernym skutkiem, a o takim Marku marzy chyba większość z nas. Film urzekł mnie swym klimatem, kreacją Zellweger jako Bridget, zaczęłam się z nią utożsamiać, bo która z nas nie ma podobnych problemów, przemyśleń, nie staje przed takimi wyborami, a wszystko to podane w formie lekkiej, komediowej historyjki z romantycznym zakończeniem, w rewelacyjnej oprawie muzycznej
   Książka też mnie nie zawiodła, sięgnęłam po nią po obejrzeniu obu części filmu i przeczytałam z niekłamaną przyjemnością. Nie zaskoczyła mnie specjalnie, ale to fajna powieść na zimowe wieczory. Opowieść o szarej myszce zapatrzonej w malowanego księcia, a nie dostrzegającej prawdziwej miłości u swego boku. Narracja w pierwszej osobie potęguje wrażenie, że czytamy pamiętnik. Jest to dziennik dziewczyny zmagającej się z samotnym życiem w wielkim mieście, szukającej swej drugiej połowy, uczestniczącej w życiu przyjaciół i rodziny - klasyczna proza trzydziestolatki. Dodatkowym atutem pamiętnika jest to, że każdej z nas wydaje się, że czyta o sobie. Zaczynamy się zastanawiać skąd autorka tyle o nas wie. I na koniec refleksja, że w tych swoich "problemach" nie jesteśmy odosobnione, że wszystkie mamy kompleksy, wahania nastrojów i popularne "doły". A dziennik Bridget wydobywa to na światło dzienne.
plakat do filmu Dziennik Bridget Jones (2001)

piątek, 20 września 2013

Dom nad rozlewiskiem...

   Monika Kalicińska to jedna z moich ulubionych pisarek. Stało się tak przez "Dom nad rozlewiskiem", książkę którą czytałam z wielką przyjemnością. To pierwsza tak ciepło, serdecznie napisana saga z jaką się zetknęłam. Dawno już mam za sobą wszystkie trzy części, ale patrząc na półkę na której są ułożone zawsze myślę o niej z sentymentem. Od czasów trylogii mazurskiej kupuję każdą nowość Kalicińskiej, którą znajduję w księgarni, i choć "Miłość nad rozlewiskiem" mnie rozczarowała, dwie kolejne pozycje też nie zwalały z nóg, to czytając "Lilkę" znów zakochałam się w pisarce.
   W internecie znalazłam wiele negatywnych opinii na temat tej książki, jednak nie rozumiem o co chodzi, jeśli komuś taka prozo nie odpowiada to nikt nie zmusza przecież do czytania. Książka była reklamowana jako saga rodzinna, więc można się spodziewać, ze będzie to "babskie czytadło", i właśnie nim jest. Czyta się lekko, przyjemnie opowieść o idyllicznej polskiej wsi, o kobiecie na rozstajach życiowych, która na tą wieś ucieka i odnajduje tam sens życia, spokój, wyciszenie.
Nie jest to jednak tylko sielanka, bo poruszane są też kwestie skomplikowanych relacji matki z córką, lub na odwrót, rozstania z życiowym partnerem, zakończenie związku wypalonego od lat, czego bohaterka nie dostrzega zajęta swoją karierą zawodową, w końcu trudnej miłości z partnerem trwającym w uzależnieniu alkoholowym. Powieść pokazuje, że zawsze można zacząć od nowa, można zamknąć rozdział swojego życia i otworzyć kolejny. Dla mnie książka ta była "odstresowywaczem' maksymalnym, czytając odpoczywałam w błogiej, sielskiej atmosferze mazurskiej wsi jak z obrazka.

   

czwartek, 19 września 2013

droga...

   "Droga" Cormac'a McCarthy'ego zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, jeszcze czegoś takiego nie czytałam. Obejrzałam film, którego reklama bardzo mnie zainteresowała i się zachwyciłam. Znacznie później zdobyłam audio-book i słuchałam go w samochodzie jadąc na urlop na Węgry.
   Powieść jest wspaniała, odsłuchałam ją z zapartym tchem mimo, że już oglądałam film. Jest to historia mężczyzny i chłopca, którzy wędrują "na południe". Wędrują przez świat zniszczony, wypalony, opuszczone miasta, wsie - wizja świata jak z apokalipsy. Nie jest powiedziane jaka jest przyczyna tej zagłady, wiadomo jedynie, to my ludzie doprowadziliśmy swoim postępowaniem do tego upadku.Nie ma już jedzenia, paliwa, spotkanie innego człowieka graniczy z cudem, równocześnie jest to niebezpieczne, bo z powodu wszechobecnego głodu szerzy się kanibalizm.
Na tle tej zniszczonej ziemi ukazana jest podróż mężczyzny i chłopca, wzajemna troska, oddanie. Ojciec pamiętając dawny świat chroni dziecko przed tym co niesie przyszłość. Nie chce dopuścić, aby jego syn stał się zdziczałą bestią walczącą o przetrwanie, opowiada mu o innym życiu. Wycieńczeni, brudni, głodni idą wbrew przeciwnością przed siebie nie mając nadziei na lepsze "jutro", pragną dobrze przeżyć "dziś". Ukazane jest wielkie uczucie ojca do syna, miłość jego jest bezwarunkowa i szczera, całkowicie poświęcona przetrwaniu dziecka.
Książka utrzymana jest w mrocznej atmosferze dzięki realistycznym opisom ginącego świata: wyginęły zwierzęta, uschły rośliny, wszędzie zniszczenie i pożoga, promienie słońca nie przedzierają się przez zasnute dymem niebo i tylko dwie ludzkie postaci, które nieustannie prą naprzód niosą nadzieję, że gdzieś znajdą kres swej drogi.
   Historia niesie ze sobą dla czytelnika niezwykłe emocje, napięcie, refleksja nad istotą człowieczeństwa, naszą moralnością w chwilach próby, sensem istnienia. Utożsamiamy się z ojcem w pragnieniu ocalenia dziecka, mamy niemal wyrzuty sumienia, że żyjemy w tym lepszym świecie.
Również film jest godny polecenia, a postać ojca kreowana przez Viggo Mortensena to perełka kunsztu aktorskiego - przy tak skąpych dialogach, w tak ohydnej scenerii zbudować postać na wskroś dramatyczną, ukazać więź ojca z synem to nie małe wyzwanie, któremu według mnie doskonale podołał.
Droga (2009)Droga - Cormac McCarthy

wtorek, 17 września 2013

Hell kit...

   W ubiegłą środę w szkole mojej młodzieży było spotkanie z rodzicami, niestety z powodu remontu w domku nie mogliśmy pójść. Na następny dzień rozdzwoniły się telefony od zaprzyjaźnionych mam, które chciały podzielić się nie tylko informacjami dotyczącymi organizacji roku szkolnego, ale także wrażeniami po prelekcji przygotowanej przez panią katechetkę.
   Byłam zdumiona, bo okazało się, że pani K. traktowała o szkodliwości zabawek i naszej - rodziców niewiedzy na temat przesłania jakie one zawierają. W ten oto sposób dostało się sympatycznej Hello Kitty, która jest zaprojektowana na cześć szatana w podzięce za wyleczenia z nowotworu córki projektanta, a w nazwie zawarte są słowa "diabeł z piekła". Obok Kitty na czarnej liście są lalki Monster High, jednorożce Sparkle, Bakugany, Gormiti i wiele innych. Wszystko dzieje się bez naszej wiedzy, bo producenci ukrywają symbolikę okultystyczną w zabawkach, nie znamy angielskiego i nie wiemy co znaczą napisy na odzieży i plecakach naszych dzieci. Po prostu żyjemy w świecie szatana, który sączy jad w głowy naszych dzieci.
   A rzeczywistość wygląda tak, że moje dzieci bawią się tymi zabawkami, nikomu z powodu zabaw lalkami-wampirami nie zamierzają pić krwi, zabawy goblinami nie prowadzą do wiary w baśniowe stwory, a w kucykach Pony, jednorożcach czy Koziołku Matołku nie doszukują się symbolicznego kozła. Córka wyrosła już z Hello Kitty, kucyków i Pet Shopów, za to namiętnie kolekcjonuje gadżety z Monster High. Synek nie bawi się już Gormitami, ale fascynują go Piraci z Karaibów i Gwiezdne Wojny.
Zła jestem na panią K. bo rodzice po jej prelekcji rozmawiali z dziećmi i zasiali już jakieś pytania, wątpliwości, niezdrową ciekawość. Młoda już nie chce zeszytów, które wybrała miesiąc temu, bo koledzy jej dogadują, a "Hello Kitty nie ma ust" powtarza, choć nie wie co to znaczy. Paranoja.
   Pogadanki te zlecone były chyba odgórnie, bo wczorajsze "Fakty" ironizując, też mówiły o zagrożeniach płynących z tych zabaw, bo co gorliwsi dyrektorzy szkół zarządzili w swych placówkach zakaz noszenia w szkole zabawek, odzieży i przyborów szkolnych z wizerunkami tych postaci.
Myślę, że katecheci znacznie więcej by zyskali ucząc dzieci historii naszej wiary, przekazując im wartości religijne i moralne, wyjaśniając symbolikę naszej religii, a nie tłumacząc rodzicom jakie zagrożenia płyną z zabawek. Moda na jakąś zabawkę jest i po jakimś czasie przemija, dzieci wyrastają, zaczynają interesować się nowymi rzeczami, postaciami, filmami, zapominają o ulubieńcach z dzieciństwa. A nauczyciel, który nie potrafi zainteresować tematyka zajęć - mam na myśli religię - pogłębia tylko niechęć do kościoła, bo małe dzieci w kościele się nudzą, a starsze przestają go po prostu lubić. Ta niechęć często trwa i w dorosłym życiu.

Daria...

   Dziś o dwóch książkach, które wywarły na mnie niesamowite wrażenie. Są to powieści Marii Nurowskiej "Drzwi do piekla" i "Dom na krawędzi". "Drzwi..." czytałam już dość dawno, a teraz sięgnęłam po "Dom...". Po trylogii ukraińskiej i "Listach miłości" te książki są dla mnie zupełnym zaskoczeniem, Nurowska przyzwyczaiła mnie do poruszania spraw trudnych, do analizy podłoża wydarzeń, a nie tylko ich opisania, jednak to co w tych książkach tak mnie zaskoczyło, to niemal intymne wyznania bohaterki, które odebrałam jak pamiętnik, jak autobiografię, choć wcale nią nie jest, jako swoistą spowiedź winowajczyni.
   Pierwsza część opowiada historię Darii, młodej pisarki trwającej w skomplikowanym związku z dużo starszym mężczyzną. Ich relacje są tak toksyczne, że podczas kolejnej kłótni Daria strzela do męża, przez co trafia do więzienia w Kowańcu. Druga część to powrót Darii do normalnego świata po zwolnieniu z więzienia, jej osiedlenie się na Podhalu i kolejny skomplikowany związek, tym razem nie miłosny.
Obydwie książki napisane prostym językiem czyta się znakomicie, jednak zostawiają pewien niepokój, zaczynamy się zastanawiać nad psychiką kobiety załamanej, samotnej, z bagażem życiowych doświadczeń.
Silne emocje jakie towarzyszyły mi podczas czytania jeszcze długo nie pozwalały zapomnieć o bohaterce, wyzwolone uczucie nasuwają pytanie: jak ja zachowałabym się w podobnym związku, w podobnej sytuacji, czy umiałabym poradzić sobie z poczuciem winy, z samotnością, czy pozwoliłabym na oczyszczenie swej duszy? Czy po takich przejściach można zacząć żyć od nowa, można jeszcze kogoś pokochać, zaangażować się w życie innej osoby? Nie znam siebie aż tak dobrze, aby już dziś znać odpowiedź na te pytania.
Drzwi do piekła - Maria Nurowska Dom na krawędzi - Maria Nurowska